8 kwietnia 2020 roku urodziłam córeczkę. Jak możecie się domyślić, wiele się dla mnie od tego czasu zmieniło. Przez te 11 miesięcy przeszłam bardzo wyboistą drogę pod względem emocjonalnym i wciąż jeszcze czasem natrafiam na jakieś niewielkie wyboje. Ciągłe zmęczenie, brak czasu nawet na prysznic, tęsknota za dawnym życiem, kiedy byłam skupiona głównie na sobie i swoich potrzebach – to wszystko sprawiało, że na początku było bardzo ciężko. Wydrapywałam pazurami każdy skrawek czasu, który mogę poświęcić sobie. Wydawało mi się, że jeśli tego nie zrobię, to po prostu zniknę, przepadnę, będę już tylko „stojakiem na dziecko”:).

Przemiana

W miarę upływu czasu, powoli, następowała we mnie pewna przemiana. Można powiedzieć, że dojrzewałam do bycia mamą i zaczęłam czerpać przyjemność ze spędzania czasu z córką – po prostu. Zbiegło się to również z pożegnaniem wieczornych kolek, co miało niebagatelny wpływ na komfort naszego wspólnego życia. Teraz mogę powiedzieć, że dopiero przy córce poznałam, co znaczy błogość ?

Zmiany w sylwetce

Odsuwając sprawy psychiki na bok, trzeba oczywiście przyznać, że również moja sylwetka bardzo się zmieniła. Miałam trochę więcej kilogramów niż przed ciążą, ale to mi nawet odpowiadało, zawsze raczej miałam tych kilogramów trochę za mało i cieszyłam się nawet na taki zapas. Niekomfortowo czułam się tylko z moim brzuchem – odstającym i opuchniętym oraz jeszcze obolałym (miałam cesarskie cięcie). Wydawało mi się, że ten brzuch jest doklejony, jakiś taki nie mój. Wrażenie potęgował fakt, że nie miałam w nim czucia.

Z jednej strony chciałam się pozbyć tego balastu, z drugiej czułam, że na bardziej forsowne ćwiczenia jeszcze nie pora. Byłam słaba i obolała. I tu sama Matka Natura przyszła z pomocą – karmienie piersią obkurcza zdecydowanie ten pociążowy brzuchol. Potrzeba czasu, cierpliwości i…. aktywności, żeby trochę Matce Naturze jednak pomóc. Po dwóch miesiącach po porodzie poszłam na rower, a po czterech spróbowałam marszo-truchtu choć to drugie nie było dobrym pomysłem, szczególnie, że był wtedy upał.

Te aktywności miały jednak dla mnie duże znaczenie terapeutyczne, mogłam oderwać się od obowiązków i aktywnie spędzić czas na świeżym powietrzu.

Joga

Aktywnością, która mnie jednak niejako „uratowała”, zarówno pod względem psychicznym, jak i fizycznym była i nadal jest joga. Na jogę poszłam jakieś 5 miesięcy po porodzie i staram się ćwiczyć regularnie do dzisiaj. Bez jogi stan moich pleców i psychiki byłby teraz w bardzo opłakanym stanie. Tutaj dziękuję Świdnickiej Szkole Jogi w osobie Agnieszki za to, że jest 🙂

ZUMBA!

Jednak jak wiadomo moją miłością jest ZUMBA! Wróciłam do zumbowania jakieś 7 miesięcy po porodzie. Wcześniej nie miałam po prostu na to siły. Mój organizm nie był wcześniej gotowy na intensywny wysiłek fizyczny, trening cardio. Dlatego zdecydowanie nie polecam zumbowania w pierwszych miesiącach po porodzie. Lepszym pomysłem na początek jest rozciąganie, ale kiedy poczujesz TĘ MOC, kiedy nabierzesz ochoty na taniec i skakanie, kiedy znajdziesz w sobie pokłady energii… to jak najbardziej polecam! Ja wróciłam po 7 miesiącach, Tobie mogą wystarczyć 4 albo będziesz potrzebować roku… Nie spiesz się i słuchaj swojego ciała! A ja zapraszam Cię na zajęcia online, w każdą środę o 18:00 – szczegóły:

Dziękuję przy okazji moim kochanym frogzumboholikom, którzy mają dla mnie dużo wyrozumiałości i dzięki którym mam motywację, by wracać do formy. Mam nadzieję, że niedługo zobaczymy się na sali.

Monika Matykiewicz Autor wpisu: Monika Dąbrowska
Licencjonowany instruktor Zumba Fitness
Ponadto: tłumacz, wielbicielka zwierząt i zdrowego trybu życia
Kontakt: info@zumba.swidnica.pl
Telefon: +48 509 904 198